Menu

Często stosowanym i całkowicie błędnym uproszczeniem jest traktowanie mniejszości romskiej w Polsce i Europie jako spójnej grupy. Tymczasem dzieje obecności Romów w Europie sięgają wczesnego średniowiecza, kiedy to przodkowie tej diaspory opuścili rodzime Indie. Historie i zwyczaje poszczególnych grup różnią się w zależności od krajów, z którymi związały swoje losy. Wśród Polaków żyją przedstawiciele czterech grup, przybyłych z różnych stron między XV a XIX wiekiem i w różnych momentach historii osiadłych. Członkowie Romy Karpackiej porzucili przykładowo koczowniczy tryb życia już w XVIII w., osiedlenie innych miało miejsce dopiero w latach 60 ubiegłego wieku. Wszyscy posiadają polskie obywatelstwo i status uznanej prawem mniejszości etnicznej.

Najwięcej uwagi przyciąga jednak stosunkowo świeża w Polsce część cygańskiej diaspory – imigranci z Rumunii. Nierzadko myleni w świadomości społeczeństwa zarówno z polskimi pobratymcami, jak i obywatelami Rumunii o europejskich korzeniach, od lat dziewięćdziesiątych padają ofiarą społecznej niechęci ze względu na koczowniczy tryb życia i uprawiane przez siebie żebractwo. Nie dzieje się tak tylko w Polsce. W większości krajów europejskich poza historycznie zakorzenionymi grupami można spotkać przemieszczające się grupy pochodzące z  Rumunii. Prawie wszędzie ci imigranci wzbudzają kontrowersje.

Przyczyn gwałtownej imigracji Romów rumuńskich, prowadzonego przez nich trybu życia oraz wykluczenia uniemożliwiającego im zmianę sytuacji można szukać w warunkach historycznych, społecznych i politycznych tej mniejszości w kraju jej pochodzenia. Historia Romów w całej Europie obfituje w tragiczne wątki ze względu na odmienność tej grupy. Niechęć do nich miewała różne tła – od ksenofobii, przez rasistowskie ideologie po trudności z wtłoczeniem wędrownych grup w ramy opierających się na coraz większej kontroli systemów politycznych. Szczególnie w Rumunii korzenie wykluczenia Cyganów sięgają dalekiej przeszłości, a podejmowane dziś kroki są dopiero początkiem długiej drogi w kierunku zmiany ich sytuacji.

W większości europejskich państw Romowie poruszali się swobodnie przynajmniej do XVI w., darzeni szacunkiem ze względu na umiejętności rzemieślnicze i respektem ze względu na otaczającą ich aurę tajemniczości. Tymczasem do Rumunii trafili jako niewolnicy, i taki ich status utrzymał się aż do połowy XIX wieku. Zakończenie procesu abolicji przyniosło rozkwit kultury cygańskiej, przez wieki zwalczanej i zubożałej przez brutalne próby asymilacji z kulturą europejską. Wiązało się też z pierwszą wielką falę emigracji Romów rumuńskich do innych krajów Europy. Jednak stulecia ubezwłasnowolnienia wytworzyły pewne przekazywane z pokolenia na pokolenie wzorce, ograniczyły możliwości rozwoju i zbudowały autostereotyp, którego więźniami niektórzy Romowie są do dziś.

Wiek XX okazał się jednak najtragiczniejszy dla Romów, wraz z narodzeniem się ideologii rasowych. Koncepcje obozów pracy dla Cyganów i polityki sterylizacji, stworzone w latach 30. w Niemczech, szybko rozprzestrzeniły się na inne europejskie państwa - a w momencie usankcjonowania rasistowskimi ustawami norymberskimi szybko przybrały formę masowej zagłady. W „zapomnianym holokauście”, którego pamięć wśród niewyedukowanej społeczności przetrwała tylko w przekazach ustnych – podczas gdy w powszechnym społecznym odbiorze kryje się głęboko w cieniu zagłady Żydów – wymordowana została niemal połowa cygańskiej populacji Europy. W tym czasie Rumunia uwięziła 25 tys. Cyganów we własnym obozie koncentracyjnym w Transnistrii, gdzie ostatecznie zginęło 11 tysięcy ludzi.

Kolejnym etapem, określającym specyficzność Romów rumuńskich, był komunistyczny reżim Nicolae Ceauşescu. Jego rządy, opłakane w skutkach dla ekonomii kraju i kondycji całego społeczeństwa rumuńskiego, najdotkliwiej odbiły się oczywiście na sytuacji najbardziej wykluczonej części tego społeczeństwa. Romowie zamieszkujący przeważnie obszary wiejskie – nawet dziś stanowiące 85% kraju – padli ofiarą „systematyzacji”, polegającej na burzeniu wsi i przymusowym przesiedlaniu całej ludności do miast, by pracowali w fabrykach. W efekcie po transformacji ustrojowej pozostały getta pełne niewyedukowanych, niewykwalifikowanych rodzin wielodzietnych (najbrutalniejszy reżim komunistyczny Europy zwalczał całkowicie wszelkie formy kontroli urodzeń) oraz ogromna ilość romskich wychowanków w legendarnych już rumuńskich sierocińcach. Ani upadek komunizmu, ani wstąpienie do Unii Europejskiej nie poprawiły zbytnio sytuacji tamtejszych Romów, których ponad 80% żyje poniżej granicy nędzy. Po raz kolejny zmiany systemu otworzyły jednak jedyną furtkę dla zdesperowanych – emigrację.

Na początku lat 90' Romowie rumuńscy dotarli do wielu krajów Europy - w tym także do Polski, będącej niejako przystankiem, chwytając się zajęć dostępnych ludziom z ich wykształceniem i statusem społecznym. Najbardziej „ekonomicznym” rozwiązaniem okazało się żebractwo uprawiane przy koczowniczym trybie życia. Brak systemowych rozwiązań innych niż deportacje (do rozszerzenia UE) i wyburzenia nielegalnych osiedli naznaczył los Romów rumuńskich z jednej strony niepewnością, a z drugiej stagnacją. Z jednej strony hamulcem systemowych rozwiązań są rozbudowane stereotypy upraszczające przyczyny tego stanu rzeczy do „wrodzonych cech” Cyganów, lub doszukiwanie się winy w „odmienności kulturowej” - co przejawia się powszechnie w działaniach urzędników. Z drugiej strony takie mechanizmy jak wyuczona bezradność i dziedziczenie biedy udaremniają szanse na samodzielną zmianę sytuacji.

Wrocławski pisarz Wacław Grabkowski opisuje w swoim wspomnieniu losy koczowiska w Wilczym Kącie: „W 1994 roku u podnóża ogromnego wysypiska gruzu, które stało się górą, porośniętą bujnie drzewami, zaczęli osiedlać się Romowie z Rumunii (na początku około dwustu osób). Prawdopodobnie przyjechali do Wrocławia pociągiem i od dworca Głównego ruszyli w prawo, w ulice: K. Pułaskiego, T. Kościuszki, Na Niskich Łąkach – docierając do ul. Młodej. W ciągu niespełna roku pobudowali w cichym, osłoniętym od zachodnich wiatrów zakątku (opodal kładki Siedleckiej), swoje ,,domy”, głównie z materiału takiego jak, deski, pilśnia, folia i papa” - wspomina. Obozowisko zostało wówczas wyburzone przez służby, potem ta sama historia w tym samym miejscu powtórzyła się w 2006 roku.

Najstarsi mieszkańcy koczowiska przy Kamieńskiego, powstałego na skutek przenosin i wyburzeń kilku mniejszych obozów (Irysowa, Paprotna), wychowali się jako nastolatkowie jeszcze w Wilczym Kącie. Tak podróż Romów rumuńskich w samym Wrocławiu toczy się już od kilkunastu lat. Los, jaki czeka mieszkańców koczowiska, nie będzie tylko faktem medialnym czy jednostkową historią. Od mieszkańców Wrocławia zależy, czy wpisze się w dalszy ciąg całych wieków wykluczenia, czy stanie się szansą na zmianę nie tylko dla obecnie żyjących na koczowisku ludzi, ale i przyszłych pokoleń.

WIĘCEJ

Paweł Lechowski, Ewa Kocój - Cyganie w Rumunii. Z dziejów tematu w wiekach XV - XIX.

Adam Bartosz - W poszukiwaniu narodowej tożsamości

Miłosz Gierlich - Wrocławianie bez walizek

Wacław Grabski - Żyjący inaczej