Menu

W kwietniu wobec groźby eksmisji Romowie z obozowiska przy ul. Kamieńskiego z pomocą członkiń Stowarzyszenia Nomada napisali list do Prezydenta Wrocławia. Wyjaśniali w nim swoją sytuację i prosili o pomoc. Odpowiedź, napisana ręką dyrektora Jacka Sutryka z Departamentu Spraw Społecznych, zbiegła się w czasie z doręczeniem identycznego nakazu opuszczenia zajmowanego terenu mieszkańcom innego wrocławskiego koczowiska. To koczowisko dostrzeżone zostało przez media i Wrocławian na skutek tragedii małego Samuraela, zmarłego wczoraj w szpitalu z powodu wrodzonych schorzeń.

 

Dotychczasowe wypowiedzi urzędników miejskich pozwalały nam sądzić, że władze miasta mają świadomość pełnego obrazu sytuacji Romów rumuńskich. Przepisy prawa polskiego i Unii Europejskiej mówią o tym, że „tylko rejestracja pobytu daje pełne prawo do korzystania z pomocy ze strony państwa, świadczeń, możliwości edukacji czy legalnej pracy. (...) <By ją uzyskać,> Romowie winni posiadać źródło dochodu wystarczające na pokrycie kosztów utrzymania siebie i członków rodziny oraz ubezpieczenie zdrowotne (...). W praktyce ta sytuacja jest jednak niespotykana. Ludzie ci żyją w całkowitym wykluczeniu, zajmując się żebractwem i dorywczymi pracami” - to fragmenty korespondencji Departamentu Spraw Społecznych z innymi instytucjami jeszcze z ubiegłego roku. Jednak w odpowiedzi na nasze wspólne pismo, w którym Romowie nie proszą o nic więcej, jak tylko o możliwość podjęcia legalnej pracy, chociażby interwencyjnej, władze miasta doradzają im kontakt z Dolnośląskim Urzędem Wojewódzkim w celu rejestracji - do której wymagane jest legalne źródło utrzymania..

Ciągle zasłanianie się faktem, że Romowie nie podjęli próby zarejestrowania swojego pobytu jest tylko przekręcaniem znaczenia stanu faktycznego. Wykluczenie jest przez władze miasta traktowane jako postawa, a nie jako zjawisko społeczne, którego ofiarą pada się na skutek niezależnych okoliczności. Natomiast domniemana postawa z góry traktowana jest jako roszczeniowa, a władze miasta jeszcze wychodzą jej naprzeciw: jako rozwiązanie proponując przyznanie mieszkań socjalnych. Programy wychodzenia z bezdomności nie powinny uwzględniać takiego rozpoczęcia działań, bp takie praktyki pomocy nie są uznawane za skuteczne. Powinny o tym wiedzieć władze miasta, deklarujące od niemal roku, że „wspólnie z wieloma różnymi instytucjami i podmiotami wypracowują najskuteczniejsze rozwiązania w tym zakresie”.

Warunki, w jakich żyją migrujący z Rumunii Romowie, są wynikiem ostateczności - nie wyborem życiowym. Mówiąc o osobistej odpowiedzialności Romów za swoją sytuację, musimy pamiętać, że ich ubóstwo przechodziło z pokolenia na pokolenie, a przy braku zaplanowanych rozwiązań ten schemat powielą ich dzieci. Czy celowe jest wymaganie samodzielnej, całkowitej zmiany w jednym momencie, po kilkunastu latach niedostrzegania ich pobytu i cichego pozwolenia na taki stan rzeczy? Wygląda na to, że wbrew deklarowanym dobrym chęciom i gotowości do dialogu, władze Wrocławia nie chcą zmierzyć się z problemami społeczności Romów, a ich działania dążą do usunięcia tych ludzi z przestrzeni Wrocławia i przerzucania problemów na inne instytucje, organizacje czy może magistraty innych miast. Ale fakt, że planują pozbyć się tych ludzi niejako w białych rękawiczkach i zgodnie z przepisami polskiego prawa oraz deklarując poszanowanie dla praw człowieka nie oznacza, że takie działania osiągną jakikolwiek pozytywny skutek, ani że będą etyczne.

Jako stowarzyszenie NOMADA wspieramy Romów rumuńskich z Kamieńskiego od dwóch lat. Towarzyszyłyśmy im w różnych sytuacjach życiowych, asystowałyśmy w wysiłkach ochrzczenia dzieci urodzonych we Wrocławiu. Teraz wspólnie zorganizujemy pogrzeb dziecka, któremu polskie prawo oferowałoby tylko bezimienny pochówek. Tyle możemy im zaoferować – naszą obecność w trudnych chwilach, wsparcie w codziennych sytuacjach ciężkich do przeskoczenia ze względu na ubóstwo i brak wykształcenia. Możemy tłumaczyć realia życia w Polsce i polskie prawo, edukować i ułatwiać dostęp do pomocy medycznej. To działania, które zawiązały się spontanicznie jako reakcja samoorganizujących się obywateli na systemowe zaniedbania - bo pomoc, także humanitarna, którą należałoby objąć tych ludzi, powinna bez wątpienia leżeć w kompetencjach organów państwowych, gminnych oraz miejskich. Bez opracowania spójnej koncepcji, angażującej mieszkańców koczowiska w poprawę swojego losu, przy zaangażowaniu w ten proces organizacji pozarządowych oraz społeczności lokalnych mających kontakt z Romami, działania władz zamiast pozytywnych skutków będą przynosić kolejne ofiary.